Tragedia, która poruszyła Polskę. Tajemnice postaci trzeciego oficera

„`html
Katastrofa promu „Jan Heweliusz”
Rozkaz opuszczenia pokładu promu Jan Heweliusz został wydany tuż po 4.30 rano: osiem krótkich sygnałów, jeden długi. Przechył na lewą burtę osiągnął już 30 stopni, a załoga wiedziała, że nie jest w stanie się wyrównać w obliczu huraganowego wiatru z prawej strony. Nadano sygnał Mayday. Cisza nastała w eterze kilka minut po piątej rano. „Heweliusz” przewrócił się do góry dnem i dryfował przez kilka godzin. Odbył ponad 5 tysięcy rejsów przez Bałtyk. Na pokładzie ponad 60 osób. Z katastrofy ocalało ledwie dziewięciu.
Przyczyny katastrofy
Jak się później okazało, Jan Heweliusz zatonął nie tylko przez sztorm. Gdyby nie liczba błędów proceduralnych, liczba ofiar mogłaby być mniejsza. W ostatnią podróż prom wyruszył z dwuipółgodzinnym opóźnieniem z powodu naprawy furty rufowej uszkodzonej kilka dni wcześniej w Ystad. Prognoza pogody przewidywała wiatr o sile 6-7 w skali Beauforta, a w pewnym momencie siła wiatru osiągnęła 12 stopni.
Przebieg katastrofy
Tuż przed godziną drugą wiatromierz pokazywał wartość 8. Prom stracił stabilność. Trzeci oficer próbował zrównoważyć go systemem zbiorników i pomp, ale to nie zadziałało. Godzinę później otrzymano ostrzeżenie o nasilającym się wietrze – ostrzeżenie, które mogło zmienić losy rejsu.
Kulminacyjny moment tragedii
Po godzinie trzeciej kapitan Ułasiewicz wrócił na most. Wiatr zszedł się na moment, ale potem uderzył ponownie z ogromną siłą. Prom był już przechylony na prawą burtę. 10 wagonów kolejowych i 28 tirów zaczęło zsuwać się po pokładach. Zaistniała sytuacja nie pozostawiała złudzeń: prom nie przetrwa tego.
Pierwsze oznaki zbliżającej się katastrofy
Historia promu, jego budowa i wcześniejsze wydarzenia miały znaczący wpływ na katastrofę. Prom wielokrotnie uczestniczył w niebezpiecznych zdarzeniach, które ignorowano. Z ulicznego przechyłu w 1978 roku w Ystad, przez zderzenia z kutrami i mieliznę, po wypadki spowodowane niebezpiecznymi przechyłami na morzu.
Brak procedur ratunkowych
Kończąca się podróż Jan Heweliusza odsłoniła także problem z ewakuacją. Alarm zmusił pasażerów do gwałtownej ewakuacji bez przygotowania, a brak skafandrów ratunkowych oraz niemożność użycia szalup dodatkowo zwiększyły bilans ofiar.
Ewakuacja była nieprzygotowana, a kierowcy ciężarówek nie zostali odpowiednio poinformowani o procedurach ratunkowych.
- Sygnały Mayday nie były początkowo odbierane przez polskie stacje ratownicze.
- Dopiero zagraniczne reakcje przyniosły pierwsze środki pomocy.
Tragedia ta, mimo upływu czasu, pozostaje symbolem wielu zawodów w systemach informacyjnych, proceduralnych i koordynacyjnych, które bezpośrednio przyczyniły się do nieodwracalnych strat ludzkich.
„`