Zdarzenie na Morzu Bałtyckim. „To jest początek konfliktów”

„`html
„Nic złego nie miało miejsca, a może nikt by się o tym nie dowiedział, gdyby niemiecka minister spraw zagranicznych nie wyjawiła informacji, którą niemieckie ministerstwo obrony zapewne chciałoby zachować w tajemnicy” – czytamy w piątkowym (6 grudnia) wydaniu dziennika „Sueddeutsche Zeitung”. W sprawie chodzi o incydent, który szefowa niemieckiej dyplomacji, Annalena Baerbock, nagłośniła. Miał on miejsce niedawno na Bałtyku. Śmigłowiec niemieckiej marynarki wojennej podczas lotu rozpoznawczego został ostrzelany pociskami sygnalizacyjnymi przez załogę rosyjskiego tankowca. Chociaż nikt nie odniósł obrażeń, a niemiecka załoga nie była bezpośrednio zagrożona, komentując to wydarzenie, dziennikarz gazety zauważył, że taka sytuacja wcale nie była bezpieczna.
Brzydka eskalacja
Tankowcowi, który, jak się okazało, łamał zachodnie sankcje naftowe nałożone na Rosję, towarzyszył rosyjski okręt wojenny. Helikopter wystartował z niemieckiej fregaty, a w zdarzeniu brały udział dwa okręty wojenne – jeden pochodzący z Rosji, a drugi z państwa członkowskiego NATO. Do tego podejrzany tankowiec i stosunkowo wrażliwy obiekt latający, co razem tworzyło bardzo ryzykowną sytuację. Choć incydent ten plasował się znacznie poniżej progu artykułu 5 NATO, w ramach którego państwa członkowskie wspierają zaatakowanego partnera na zasadzie „wszyscy za jednego”, łatwo sobie wyobrazić jak mógł się potoczyć w gorszy sposób, prowadząc do niebezpiecznego rozwoju sytuacji.
Tak zaczynają się wojny
Komparatystyka gazety podkreśla, że w prowadzeniu wojny hybrydowej Rosja nieustannie bada granice artykułu 5. Istnieje ryzyko, że w pewnym momencie te granice mogą zostać przekroczone – czy to celowo, przez przypadek, pech, czy brawurę. W takim przypadku można usłyszeć powiedzenie często podnoszone przez ekspertów wojskowych w odpowiedzi na takie incydenty: „Tak zaczynają się wojny”. Autor tekstu podkreśla, że nikomu nie może zależeć na wojnie między NATO a Rosją. Jak dotąd moskiewski dyktator również wydaje się być niezainteresowany taką eskalacją.
Wojna hybrydowa
Jednak nie powinniśmy być naiwni. Rosja prowadzi swego rodzaju wojnę z Zachodem, odmienną od tej na Ukrainie, ale przymiotnik „hybrydowa” wcale nie czyni jej nieszkodliwą. Ostatecznie, choć nie oznacza to, że „Zachód nie powinien lub nie może się bronić”, stwierdza autor, kwestie bezpieczeństwa wymagają nieustannego czuwania i gotowości do odpowiedzi na każdą sytuację.
„`